BOBROWNIKI

ruina zamku gotyckiego

ZAMEK W BOBROWNIKACH – WISŁA MU PŁYNIE POD OKNEM OD XIV WIEKU

DZIEJE ZAMKU


Nieopodal wsi Bobrowniki, gdzie dziś ci­sza roz­brzmie­wa śpie­wem pta­ków, a dro­ga krę­ci się le­ni­wie mię­dzy po­la­mi, już w pier­wszej po­ło­wie XIV wie­ku tęt­ni­ło ży­cie – i to cał­kiem stra­te­gicz­ne! Istnia­ło tam bli­żej nie­zna­ne, acz z pew­no­ścią nie by­le ja­kie, drew­nia­ne za­ło­że­nie obron­ne. Choć nie za­cho­wa­ły się z nie­go ani bra­my, ani pa­li­sa­dy, o je­go istnie­niu z ca­łą po­wa­gą do­no­szą do­ku­men­ty wy­sta­wia­ne przez księ­cia do­brzy­ckie­go i łę­czy­ckie­go, Wła­dy­sła­wa Sie­mo­wi­to­wi­ca zwa­ne­go Gar­ba­czem – któ­ry po­że­gnał się z do­cze­sno­ścią gdzieś po­mię­dzy 1351 a 1352 ro­kiem, jak­by na­wet śmierć nie chcia­ła być zbyt pre­cy­zyj­na wo­bec tak nie­je­dno­znacz­nej epo­ki.

PRZESZŁOŚĆ ZOSTAWIŁA RAMY, WISŁA DODAŁA TŁO, A CZAS DOPISAŁ RESZTĘ

Wśród tych per­ga­mi­no­wych śla­dów prze­szło­ści zna­leźć moż­na choć­by ak­ty lo­ka­cyj­ne dla miast Ry­pin i Lip­no – czy­li coś w ro­dza­ju śre­dnio­wiecz­nych cer­ty­fi­ka­tów „te­raz już mo­że­cie mieć ry­nek”. Na­zwa Bo­brow­ni­ki po­ja­wia się w kil­ku­na­stu do­ku­men­tach z tam­te­go okre­su, co ka­że po­dej­rze­wać, że nie by­ła to tyl­ko wieś po­ło­żo­na na ubo­czu, lecz miej­sce o istot­nym zna­cze­niu. Naj­pew­niej wła­śnie tu­taj – u bram Wi­sły, przy ko­mo­rze cel­nej i prze­pra­wie wod­nej – bi­ło ad­mi­ni­stra­cyj­ne ser­ce re­gio­nu. A że po­ło­że­nie by­ło zna­ko­mi­te, to i zna­cze­nie mia­ło nie­ma­łe: Bo­brow­ni­ki sta­no­wi­ły je­den z ge­opo­li­tycz­nych klu­czo­wych punk­tów ca­łe­go księ­stwa – miej­sce, z któ­re­go moż­na by­ło roz­dzie­lać wpły­wy i obo­wią­zki, oraz z gra­cją wy­cią­gać rę­kę po po­dróż­ne sa­kiew­ki.

Z WYSOKA WIDAĆ, ŻE TO COŚ WIĘCEJ NIŻ KUPA KAMIENI – TO ARCHITEKTONICZNY UPÓR MATERII

Po śmierci Władysława Gar­ba­cza Bo­bro­wni­ki zna­la­zły się pod bez­po­śre­dnim za­rzą­dem Ka­zi­mie­rza Wiel­kie­go (zm. 1370), któ­ry – w tro­sce o przy­szłość kró­le­stwa – roz­wa­żał prze­ka­za­nie tych ziem swe­mu wnu­ko­wi, Kaź­ko­wi Słup­skie­mu (zm. 1377), wska­zy­wa­ne­mu prze­zeń ja­ko po­ten­cjal­ny na­stęp­ca tro­nu. Los jed­nak, jak to czę­sto by­wa w hi­sto­rii, obrał in­ny kie­ru­nek. Te­sta­ment Ka­zi­mie­rza zo­stał unie­wa­żnio­ny, a na pol­skim tro­nie za­siadł Lud­wik Wę­gier­ski (zm. 1382), sku­tecz­nie prze­kre­śla­jąc dy­na­stycz­ne am­bi­cje mło­de­go Pia­sta. W 1377 ro­ku Lud­wik prze­ka­zał zie­mię do­brzyń­ską ziemia dobrzyńska - jednostka terytorialna w dawnej Polsce, obejmująca tereny dzisiejszego województwa kujawsko-pomorskiego, na północny wschód od Włocławka wraz z zam­kiem w Bo­bro­wni­kach w len­no Wła­dy­sła­wo­wi Opol­czy­ko­wi (zm. 1401), księ­ciu, któ­re­go po­li­tycz­na lo­jal­ność wo­bec Kró­le­stwa Pol­skie­go by­ła, de­li­ka­tnie mó­wiąc, chwiej­na.

PRÓBA ODTWORZENIA TEGO, JAK ZAMEK MÓGŁ WYGLĄDAĆ ZA CZASÓW KAZIMIERZA WIELKIEGO - KRÓL KAZIMIERZ MIAŁ KAMIENIE, JA - RENDERING

Władysław Opolczyk, książę am­bi­tny, choć co­raz mniej su­btel­ny w wy­bo­rze so­ju­szy, w 1391 ro­ku po­sta­no­wił za­sta­wić zie­mię do­brzyń­ską za­ko­no­wi nie­mie­ckie­mu, jak­by prze­ko­na­ny, że kil­ka pie­czę­ci i tro­chę per­ga­mi­nu wy­star­czy, by hi­sto­ria nie za­uwa­ży­ła afron­tu wo­bec Ko­ro­ny. Król Wła­dy­sław Ja­gieł­ło za­uwa­żył – i to na­tych­miast – po­sy­ła­jąc woj­ska pod mu­ry Bo­bro­wnik. Tam­tej­szy za­mek, bro­nio­ny przez Wła­dy­sła­wa Bo­rzy­ma Sza­re­go i wspie­ra­ny przez od­dzia­ły za­kon­ne, sta­wił opór z god­nym po­dzi­wu upo­rem, jak­by był nie ty­le za­sta­wem, co na­gro­dą za za­słu­gi.

KIEDYŚ STRZEGŁA RZEKI I GRANIC, DZIŚ LEDWO BRONI SIĘ PRZED CZASEM. ZOSTAŁY MURY, RZEKA I POCZUCIE, ŻE COŚ TU PRZEMINĘŁO NA DOBRE.

Doceniając po­ło­że­nie Bo­bro­wnik – nie tyl­ko nad Wi­słą, ale i na prze­cię­ciu in­te­re­sów, am­bi­cji oraz ro­szczeń – Krzy­ża­cy nie zwle­ka­li z dzia­ła­niem. Wpro­wa­dzi­li wła­sny po­rzą­dek ad­mi­ni­stra­cyj­ny, za­kła­da­jąc wój­to­stwo, za­pew­ne roz­bu­do­wa­li ist­nie­ją­ce umoc­nie­nia, a nie­wy­klu­czo­ne, że wznie­śli zu­peł­nie no­we za­ło­że­nie wa­ro­wne, osa­dzo­ne na re­li­ktach zam­ku pia­sto­wskie­go – jak­by hi­sto­ria słu­ży­ła im za fun­da­ment, a pa­mięć po­przed­ni­ków za rusz­to­wa­nie. Co cie­ka­we, Bo­bro­wni­ki z tej zmia­ny pa­nów od­nio­sły pew­ną ko­rzyść: za rzą­dów wój­ta Gott­frie­da von Hotz­fel­da osa­da otrzy­ma­ła pra­wa miej­skie i na krót­ko po­ja­wi­ła się na ma­pach jako Stadt Be­be­ren – na­zwa mo­że i brzmią­ca ob­co, ale na tam­ten mo­ment w peł­ni ofi­cjal­na i, w swo­jej szor­stkiej niem­czy­źnie, cał­kiem pre­sti­żo­wa.

TEN GOTYCKI SZLIF NIE JEST TU PRZYPADKIEM – WYGLĄDA NA TO, ŻE ZAKON, REZYDUJĄC W BOBROWNIKACH, WPROWADZIŁ NIE TYLKO REGUŁĘ, ALE I STYL

Król Wła­dy­sław Ja­gieł­ło , któ­ry do utra­ty zie­mi do­brzyń­skiej pod­szedł z cał­ko­wi­tym bra­kiem en­tu­zja­zmu, nie usta­wał w za­bie­gach o jej od­zy­ska­nie. Uda­ło się to w ro­ku 1405, na mo­cy trak­ta­tu po­ko­jo­we­go za­war­te­go w Ra­ciąż­ku, kie­dy to Krzy­ża­cy – nie bez re­kom­pen­sa­ty – od­da­li zie­mię w za­mian za su­my za­staw­ne ure­gu­lo­wa­ne przez stro­nę pol­ską. Za­mek bo­bro­wni­cki utra­cił wów­czas swój cha­ra­kter pro­ble­ma­ty­czne­go de­po­zy­tu i zo­stał prze­kształ­co­ny w sie­dzi­bę sta­ro­stów kró­lew­skich. Pier­wszym z nich był War­ci­sław z Go­tar­to­wic, po­wo­ła­ny na urząd ca­pi­ta­neus Do­bri­nen­sis – czło­wiek, któ­re­go imię prze­trwało w kro­ni­kach, choć je­go do­ko­na­nia naj­wy­raź­niej nie zdo­ła­ły prze­bić się przez mgłę dzie­jów ani wpra­wić skry­bów w szcze­gól­ne unie­sie­nie.

REKONSTRUKCJE POKAZUJĄ ZAMEK Z ROZMACHEM. TUTAJ WIDZIMY TO, CO PO NIM ZOSTAŁO PIĘĆ WIEKÓW PÓŹNIEJ – FOTOGRAFICZNA PAMIĄTKA Z LAT 20. XX WIEKU, WYCZYSZCZONA Z KURZU I SZUMU

Zaledwie cztery la­ta po od­zy­ska­niu Bo­bro­wnik przez Ko­ro­nę Krzy­ża­cy po­sta­no­wi­li przy­po­mnieć, że nie za­mie­rza­ją re­zy­gno­wać z am­bi­cji w re­gio­nie – i za­miast dy­plo­ma­cji, znów się­gnę­li po oręż. Woj­na z Ja­gieł­łą roz­go­rza­ła na no­wo, a do­brzyń­skie mia­sta i twier­dze jed­na po dru­giej prze­cho­dzi­ły w rę­ce za­kon­ne. Bo­bro­wni­cka wa­ro­wnia zo­sta­ła osa­czo­na, a jej za­ło­ga trwa­ła na sta­no­wi­skach, co­raz bar­dziej od­cię­ta i bez re­al­nych na­dziei. Ar­cy­bi­skup Mi­ko­łaj Ku­row­ski zdo­łał wpra­wdzie wy­ne­go­cjo­wać ro­zejm i obie­cał od­siecz – pięć­dzie­się­ciu zbroj­nych, któ­rzy mie­li prze­chy­lić sza­lę lo­su, lecz nie­ste­ty, ksią­żę ma­zo­wie­cki i bi­skup pło­cki nie wy­ka­za­li po­do­bne­go za­pa­łu, a krz­yża­cka ar­ty­le­ria nie zwy­kła cze­kać. Mu­ry nie wy­trzy­ma­ły, za­mek padł – po raz ko­lej­ny hi­sto­ria do­pi­sa­ła swój mo­rał szyb­ciej, niż zdą­żył do­trzeć po­sła­niec z po­mo­cą.

WISŁA NIE OPŁYWA JUŻ RUIN JAK DAWNIEJ, ZMIENIŁA ZDANIE. ALE WIOSNĄ POTRAFI WRÓCIĆ I PRZYTULIĆ SIĘ DO MURÓW JAK ZA DAWNYCH LAT.

Decyzja o kapitulacji nie spo­tka­ła się ze zro­zu­mie­niem kró­la. Wła­dy­sław Ja­gieł­ło, któ­ry naj­wy­ra­źniej ocze­ki­wał od swo­ich do­wód­ców ra­czej bo­ha­ter­skie­go upad­ku niż roz­są­dne­go od­wro­tu, na­ka­zał osa­dzić ich w wie­ży zam­ku chę­ciń­skie­go – mo­że nie ty­le dla przy­kła­du, co ku prze­stro­dze. Na szczę­ście hi­sto­ria, mniej pa­mię­tli­wa niż mo­nar­cho­wie, da­ła im dru­gą szan­sę. Wkrót­ce od­zy­ska­li wol­ność, a ich na­zwi­ska – wcze­śniej po­mi­ja­ne nie­zręcz­nym mil­cze­niem – na­bra­ły lep­sze­go brzmie­nia do­pie­ro pod Gru­nwal­dem, gdzie mę­stwo mó­wi­ło sa­mo za sie­bie, a prze­szłe pot­knię­cia to­nę­ły w bi­tew­nym hu­ku.

BYWAŁO TU GWARNO: MODŁY, ROZKAZY, ZAPACH STRAŻNICZEJ KASZY. DZIŚ ZOSTAŁA CISZA, ZIELEŃ I MUR, CO ZOSTAŁ Z PRZYZWYCZAJENIA.

Latem 1409 roku, gdy na­pię­cia na po­gra­ni­czu znów prze­ro­dzi­ły się w otwar­ty kon­flikt, Bo­bro­wni­ki – jak zwy­kle po­ło­żo­ne zbyt stra­te­gicz­nie, by mo­gły po­zo­stać nie­za­uwa­żo­ne – po­no­wnie tra­fi­ły w rę­ce Za­ko­nu. W dniu 28 sier­pnia Krzy­ża­cy za­ję­li za­mek i osa­dzi­li w nim wój­ta Bo­emun­da Bren­de­la, obej­mu­jąc twier­dzę nie ty­le w za­rząd, co w oku­pa­cję z peł­nym ce­re­mo­nia­łem. Pa­no­wa­nie to, choć spraw­ne w for­mie, oka­za­ło się krót­ko­trwa­łe. W 1410 ro­ku, po klę­sce Za­ko­nu pod Grun­wal­dem, re­al­na kon­tro­la nad zam­kiem za­czę­ła się chwiać, a for­mal­no­ści nie na­dą­ża­ły za fak­ta­mi. Do­pie­ro pier­wszy po­kój to­ruń­ski, za­war­ty rok póź­niej, przy­pie­czę­to­wał po­wrót Bo­bro­wnik do Kró­le­stwa – tym ra­zem już bez po­trze­by oblę­że­nia, mar­szu, ani żad­nej dra­ma­ty­cznej sce­ny.

RUINY NA WYSPIE, CISZA NA WODZIE, SŁOŃCE NISKO – TAK ZAPAMIĘTANO TO MIEJSCE W POŁOWIE XIX WIEKU

Tym razem zamek nie był już trak­to­wa­ny jak zbęd­ny ba­last od­zy­ska­nej pro­win­cji. Do­ce­nia­jąc je­go po­ło­że­nie i po­ten­cjał, Po­la­cy przy­stą­pi­li do mo­der­ni­za­cji: do­da­no ze­wnętrz­ny mur obron­ny, wzmoc­nio­no przed­bra­mie, a na­roż­ne basz­ty do­sto­so­wa­no do no­wi­nek w po­sta­ci bro­ni pal­nej – ścia­ny po­gru­bio­no, wy­ku­to strzel­ni­ce, na­dzie­ję po­zo­sta­wio­no bez zmian. Hi­sto­ria jed­nak nie wy­ka­za­ła za­in­te­re­so­wa­nia – przez dwa ko­lej­ne stu­le­cia Bo­bro­wni­ki nie ode­gra­ły żad­nej ro­li mi­li­tar­nej, a za­mek słu­żył głów­nie ja­ko spo­koj­na sie­dzi­ba sta­ro­stów i są­du grodz­kie­go, gdzie ka­ra śmier­ci gro­zi­ła czę­sto, lecz czę­ściej koń­czy­ło się na splu­nię­ciu, pie­czę­ci i dłu­gu do koń­ca ży­cia.

BOBROWNIKI, ZATRZYMANE NA PŁÓTNIE ZANIM CZAS DOPISAŁ SWOJE. WOJCIECH GERSON, OK. 1870–1890.

Po zakończeniu wojny trzy­na­sto­let­niej, gdy echa bi­tew przy­ci­chły, a po­trze­ba trzy­ma­nia ry­ce­rzy krzy­ża­ckich w zam­ko­wych lo­chach ode­szła w nie­pa­mięć, gra­ni­ce Kró­le­stwa Pol­skie­go prze­su­nę­ły się da­le­ko na pół­noc. Bo­bro­wni­ki z dnia na dzień utra­ci­ły stra­te­gi­czne zna­cze­nie i we­szły w no­wą epo­kę – mniej zbroj­ną, bar­dziej kan­ce­la­ryj­ną. Z wa­ro­wni czyn­nej prze­kształ­ci­ły się w ośro­dek admi­ni­stra­cyj­ny, a to, cze­go nie do­ko­na­ła ar­ty­le­ria, do­koń­czył czas i ru­ty­na. Za­nie­dba­nia w utrzy­ma­niu za­czę­ły przy­no­sić wy­mier­ne skut­ki: w po­ło­wie XVI wie­ku do­no­szo­no już, że wa­ro­wnia nie po­sia­da na­wet mo­stu – de­tal nie bez zna­cze­nia, zwła­szcza je­śli chcia­ło się do niej wejść su­chą sto­pą.

ZWIEDZANIE ZAMKU W 1908 ROKU? ZERO PROCEDUR, MAKSYMALNA FREKWENCJA. WSZYSCY WYSTROJENI, GOTOWI I ABSOLUTNIE NIEUBEZPIECZENI.

W drugiej połowie XVI wie­ku sta­ro­sta Mi­chał Dzia­łyń­ski (zm. 1576) pod­jął pró­bę ra­tun­ku – skrom­ną, nie­zbyt kosz­to­wną, ra­czej sym­bo­li­czną niż sku­te­czną. Mu­ry na­dal kru­sza­ły, mo­stu jak nie by­ło, tak nie by­ło. Do­pie­ro w 1616 ro­ku je­go bra­ta­nek, rów­nież Mi­chał (zm. 1618), znów ru­szył do dzie­ła: na­pra­wio­no część za­bu­do­wy we­wnętrz­nej, sy­pnię­to wa­ła­mi prze­ciw wy­le­wom Wi­sły, upo­rząd­ko­wa­no ar­chi­wum. Na wiel­ki zwrot to nie wy­star­czy­ło. Rze­ka da­lej pod­my­wa­ła, czas da­lej swo­je ro­bił, a za­mek co­raz bar­dziej przy­po­mi­nał li­stę rze­czy do zro­bie­nia niż rze­czy­wi­ście zro­bio­nych.

PEJZAŻ JAK Z BAJKI, ALE TO WIZUALIZACJA – JAN OLSZEWSKI, POCZĄTEK XX WIEKU. RUINY ZŁAGODNIAŁY, WISŁA UDZIELIŁA IM SPOKOJU.

Na początku XVII wieku za­mek co­raz mniej przy­po­mi­nał twier­dzę, a co­raz bar­dziej prze­stro­gę. Pod­czas woj­ny ze Szwe­cją o uj­ście Wi­sły był już po­zba­wio­ny da­chu, a część ze­wnętrz­nych mu­rów za­wa­li­ła się lub roz­pa­dła – stan ten zo­stał uwiecz­nio­ny na ry­ci­nie z 1627 ro­ku au­tor­stwa Abra­ha­ma Boota, se­kre­ta­rza po­sel­stwa ho­len­der­skie­go, któ­re­go mi­sja dy­plo­ma­ty­czna zło­ży­ła się z do­ku­men­ta­cją po­wol­nej ru­iny. Dwa la­ta póź­niej sy­tu­acja by­ła już tak opła­ka­na, że w zam­ku miesz­ka­ła je­dy­nie służ­ba, a sta­ro­sta prze­niósł się do fol­war­ku – tam przy­naj­mniej nie gro­zi­ły mu spa­da­ją­ce ce­gły ani prze­cie­ka­ją­ce skle­pie­nia.

PRÓBA PRZEKŁADU RYCINY ABRAHAMA BOOTA NA RENDER HISTORYCZNEJ WYOBRAŹNI – ZANIM ZAMEK STAŁ SIĘ PRZESTROGĄ. KRES TWIERDZY BYŁ BLISKI, ALE JESZCZE NIE NASTAŁ.

Pilna potrzeba przy­wró­ce­nia zam­ko­wi funk­cji ad­mi­ni­stra­cyj­nych zna­la­zła od­zwier­cie­dle­nie w uchwa­le sej­mu z 1641 ro­ku: sie­dzi­ba grodz­ka mia­ła zo­stać od­bu­do­wa­na na koszt oby­wa­te­li zie­mi do­­. Plan ten jed­nak nie wy­szedł po­za pa­pier i do­bre chę­ci. Osta­te­czny cios za­da­ła Bo­bro­wni­kom dru­ga woj­na ze Szwe­cją – w 1656 ro­ku za­mek zo­stał spa­lo­ny, wraz z prze­cho­wy­wa­ny­mi tu ak­ta­mi grodz­ki­mi i ar­chi­wum są­do­wym. Pło­nę­ło nie tyl­ko drew­no i da­chów­ki, ale i całe reszt­ki urzę­do­wej pa­mię­ci.

OKOŁO 1870 ROKU NAPOLEON ORDA ZATRZYMAŁ W RYCINIE MOMENT, W KTÓRYM ZAMEK BYŁ JUŻ TYLKO WSPOMNIENIEM NIEUDANEGO PLANU

Po wyjściu wojsk szwe­dzkich z Pol­ski pod­ję­to pró­bę re­ani­ma­cji te­go, co zo­sta­ło. Na­pra­wio­no część da­chów i mu­rów, dzię­ki cze­mu za­mek przez ja­kiś czas był jesz­cze za­miesz­ka­ny i w ogra­ni­czo­nym za­kre­sie użyt­ko­wa­ny. Brak środ­ków i chę­ci nie sprzy­jał jed­nak trwa­ło­ści – w 1765 ro­ku opi­sy­wa­no go już ja­ko czę­ścio­wo jesz­cze w mu­rach sto­ją­cy, lecz wiel­ką czę­ścią po­oba­la­nych. Gdy w 1776 ro­ku kan­ce­la­rię grodz­ką prze­nie­sio­no do Lip­na, hi­sto­ria ad­mi­ni­stra­cyj­nej funk­cji zam­ku zo­sta­ła de­fi­ni­ty­wnie zam­knię­ta. Bo­bro­wni­ki, przez stu­le­cia świa­dek spo­rów, wy­ro­ków i upar­tych re­mon­tów, sta­ły się pu­stą sko­ru­pą, w któ­rej mu­ry sa­me po­ry­so­wa­ne do pół opa­dłe sto­ją – jak zgrab­nie, choć bru­tal­nie, uję­to to w jed­nym z opi­sów.

BOBROWNIKI, 1908 – PUSTA SKORUPA, W KTÓREJ "MURY SAME PORYSOWANE DO PÓŁ OPADŁE STOJĄ"

Na początku XIX wie­ku de­cy­zją rzą­du Kró­le­stwa Kon­gre­so­we­go ro­ze­bra­no część ru­in w po­szu­ki­wa­niu ta­nie­go bu­dul­ca – los, któ­ry spo­tkał wię­cej niż je­den za­mek w tej czę­ści Eu­ro­py. Nie mi­nę­ło wie­le cza­su, a Wi­sła, jak­by znu­dzo­na to­wa­rzy­stwem, po­sta­no­wi­ła zmie­nić bieg: wy­so­ki stan wo­dy spra­wił, że ru­iny zna­la­zły się na wy­spie, od­cię­te od świa­ta i hi­sto­rii. Tam po­zo­sta­ły aż do lat 80. XX wie­ku, kie­dy to roz­po­czę­to pier­wsze ba­da­nia ar­che­olo­gi­czno-ar­chi­te­kto­ni­czne. De­ka­dę póź­niej pod­ję­to za­kro­jo­ne na szer­szą ska­lę pra­ce za­be­zpie­cza­ją­ce i czę­ścio­wą re­kon­stru­kcję mu­rów – pró­bę przy­wró­ce­nia gło­su miej­scu, któ­re przez wie­ki mó­wi­ło szep­tem, aż w koń­cu umil­kło.

LATA 30. XX WIEKU – PO CZĘŚCIOWEJ ROZBIÓRCE NA POCZĄTKU XIX WIEKU RUINY ZOSTAŁY ODCIĘTE OD LĄDU PRZEZ WISŁĘ I PRZEZ LATA POZOSTAWAŁY NIEDOSTĘPNE I ZAPOMNIANE

OPIS ZAMKU


Warownia w Bo­bro­wni­kach nie wzno­si­ła się z na­tu­ry te­re­nu, lecz z ludz­kie­go wy­sił­ku – po­sta­wio­no ją na sztucz­nie usy­pa­nym kop­cu ziem­nym tuż nad brze­giem Wi­sły. Jej mu­ry ze­wnętrz­ne oraz co­ko­ły za­bu­do­wy miesz­kal­nej wy­ko­na­no z ka­mie­nia spa­ja­ne­go za­pra­wą wa­pien­ną, co w tam­tych cza­sach ozna­cza­ło ty­le, co zbro­ja z gra­ni­tu – trwa­ła i god­na za­ufa­nia. Tam, gdzie nie by­ło po­trze­by aż ta­kiej ostro­żno­ści (czy­li we wnę­trzach i wie­ży), się­gnię­to po ma­te­riał lżej­szy, ła­twiej­szy w obrób­ce i bar­dziej po­da­tny na de­tal – ce­głę.

BOBROWNIKI, XV WIEK – ZAMEK JAK Z PODRĘCZNIKA: MURY GRUBE, PLAN KWADRATOWY, W ŚRODKU DOM TRZYPIĘTROWY, FUNKCJONALNY DO BÓLU. ROMANTYZMU NIEWIELE, ALE SOLIDNOŚCI ODMÓWIĆ NIE SPOSÓB

Najstarsza część za­ło­że­nia mia­ła plan nie­mal książ­ko­wo re­gu­lar­ny – kwa­drat o bo­ku 46 me­trów, oto­czo­ny mu­rem o gru­bo­ści miej­sca­mi do­cho­dzą­cej do 3,5 me­tra i wzmoc­nio­nym przy­po­ra­mi , jak­by z gó­ry za­kła­da­no, że w ży­ciu nie obej­dzie się bez sztur­mu. Ca­łość za­my­kał od za­cho­du mu­ro­wa­ny dom miesz­kal­ny o wy­mia­rach 15 na 46 me­trów – so­lid­ny, pro­sty, pod­piw­ni­czo­ny i trzy­kon­dy­gna­cyj­ny, z jed­no­prze­strzen­nym ukła­dem wnętrz, zwień­czo­ny dwu­spa­do­wym da­chem za­koń­czo­nym trój­kąt­ny­mi szczy­ta­mi, jak­by ar­chi­te­kto­wi na ko­niec za­bra­kło fan­ta­zji, ale nie sy­me­trii. Piw­ni­ce po­dzie­lo­no na trzy po­miesz­cze­nia – i za­pew­ne ta­ki sam układ po­wta­rzał się rów­nież wy­żej, co czy­ni­ło wnę­trze funk­cjo­nal­nym, choć nie­prze­sad­nie ro­man­tycz­nym.

RUINY ZAMKU W BOBROWNIKACH – CO, GDZIE I PO CO: 1. MUR WEWNĘTRZNY – PODSTAWA OBRONY, DZIŚ GŁÓWNIE DO PODZIWIANIA, 2. ZACHODNI BUDYNEK MIESZKALNY – NIE LUKSUSOWY, ALE TRZY PIĘTRA TO JUŻ COŚ, 3. WIEŻA BRAMNA – TĘDY WCHODZONO, O ILE SIĘ MIAŁO POWÓD, 4. WIEŻA GŁÓWNA – SERCE ZAMKU, CHOĆ DZIŚ TROCHĘ PRZYĆMIONE, 5. BUDYNEK POŁUDNIOWY – PODOBNO STAŁ, WIĘC WPISUJEMY, 6. MUR ZEWNĘTRZNY – DRUGA LINIA OBRONY, BO NIGDY NIE WIADOMO, 7. PRZYPORA – ARCHITEKTURA WSPARCIEM STOI, 8. MIĘDZYMURZE – STREFA BUFOROWA, CZYLI LEPIEJ TU NIE STAĆ W CZASIE OBLĘŻENIA, 9. SZYJA BRAMNA – WĄSKA, DŁUGA, ŁATWA DO KONTROLI, 10. BASZTY NAROŻNE – STRAŻNICE Z WIDOKIEM I POTENCJAŁEM OGNIOWYM.

Od północy dom miesz­kal­ny przy­le­gał do ma­syw­nej, pro­sto­kąt­nej wie­ży, nie­co wy­su­nię­tej przed li­co mu­rów – so­lid­ne­go straż­ni­ka o wy­mia­rach pod­sta­wy 10,5 na 11,5 me­tra, w któ­rej par­te­rze znaj­do­wa­ły się dwie wą­skie fur­ty i trzy­me­tro­wa bra­ma wja­zdo­wa, wy­star­cza­ją­ca, by wpu­ścić kon­ne­go go­ścia, wóz z sia­nem al­bo plot­kę z mia­sta. Wscho­dni na­roż­nik na­le­żał do wie­ży głów­nej – za­czy­na­ła się su­ro­wym kwa­dra­tem, by wy­żej przejść w ła­go­dny wa­lec, ni­czym ry­cerz w zbroi, któ­ry z cza­sem wy­mie­nił hełm na kap­tur, ale wciąż wie­dział, jak ro­bić wra­że­nie. Za­bu­do­wę dzie­dziń­ca do­peł­niał wą­ski, mu­ro­wa­ny bu­dy­nek przy po­łu­dnio­wym mu­rze oraz sku­pi­sko drew­nia­nych za­bu­do­wań go­spo­dar­czych po stro­nie wscho­dniej – sta­jen, spi­żar­ni i wszel­kich in­nych miejsc, gdzie ży­cie śre­dnio­wiecz­ne mo­gło się roz­lać swo­bo­dnie i z za­pa­chem. Ca­łość być mo­że oka­lał jesz­cze czę­sto­koł – płot z am­bi­cja­mi – któ­ry bar­dziej od­stra­szał niż chro­nił, ale i tak ro­bił wra­że­nie, szcze­gól­nie z da­le­ka i na ko­niu.

WJAZD NA ZAMEK – KIEDYŚ BRAMA, DZIŚ PRZERWA W MURZE I MIEJSCE NA WYOBRAŹNIĘ

Po 1410 roku zamek oto­czo­no no­wym pier­ście­niem mu­rów – prze­su­nię­tym o dwa­na­ście me­trów od star­szych for­ty­fi­ka­cji i wzmoc­nio­nym so­lid­ny­mi przy­po­ra­mi. W ten spo­sób po­wsta­ło mię­dzy­mu­rze, prze­cię­te szy­ją bram­ną, któ­ra łą­czy­ła wie­żę wja­zdo­wą z przed­bra­miem – coś na kształt śre­dnio­wiecz­ne­go ko­ry­ta­rza bez­pie­czeń­stwa. Na na­ro­żach mu­rów sta­nę­ły basz­ty przy­sto­so­wa­ne do uży­cia bro­ni pal­nej, a ca­łość oto­czo­no fo­są na­peł­nia­ną wo­dą pro­sto z Wi­sły – ide­al­ną ba­rie­rą dla nie­za­po­wie­dzia­nych go­ści. W póź­niej­szych la­tach, gdy za­mek stał się prze­de wszyst­kim ośrod­kiem ad­mi­ni­stra­cji, mo­der­ni­za­cje mia­ły już mniej wo­jen­ny, a bar­dziej go­spo­dar­czy cha­ra­kter. Praw­do­po­do­bnie w XVI wie­ku wznie­sio­no no­we bu­dyn­ki lub po­więk­szo­no ist­nie­ją­ce, zmniej­sza­jąc dzie­dzi­niec, któ­ry – dla po­rząd­ku – wy­bru­ko­wa­no.

PO 1410 ROKU DOBUDOWANO DRUGI PIERŚCIEŃ MURÓW – ZOSTAŁO MIĘDZYMURZE, PRZYPORY I TROCHĘ ŚREDNIOWIECZNEJ LOGIKI: IM WIĘCEJ MURÓW MIĘDZY TOBĄ A WROGIM ZACIĄGIEM, TYM WIĘKSZA SZANSA, ŻE DOŻYJESZ KOLACJI

STAN OBECNY


Ruiny zamku, któ­re dziś oglą­da­my, za­wdzię­cza­ją dru­gie ży­cie pra­com re­kon­struk­cyj­nym z po­ło­wy lat 80. XX wie­ku – ta­kim tro­chę ar­che­olo­gicz­nym sprzą­ta­niu po bu­rzy. Naj­pierw przy­wró­co­no dzie­dzi­niec do pier­wo­tne­go po­zio­mu, od­sła­nia­jąc scho­wa­ne pod war­stwą zie­mi mu­ry i oczy­szcza­jąc piw­ni­ce, któ­re przez wie­ki sta­ły się nie­mal gro­bo­wcem dla wszel­kich wspom­nień. Frag­men­ty ze­wnętrz­nych kur­tyn i po­tęż­nych przy­pór od­two­rzo­no, a ubyt­ki w mu­rach wy­peł­nio­no, że­by za­mek mógł jesz­cze dłu­go opo­wia­dać swo­ją hi­sto­rię, za­miast sy­pać się na ka­wał­ki przy pier­wszym wie­trze.

DZISIEJSZE BOBROWNIKI: TROCHĘ LAT 80., TROCHĘ ŚREDNIOWIECZA, TROCHĘ TRAWY

Nie zapomniano też o Wi­śle – któ­rej zmien­ne na­stro­je mo­gły zmieść każ­dą bu­do­wlę – więc brzeg po­sze­rzo­no i wzmoc­nio­no be­to­no­wą ostro­gą, two­rząc so­lid­ną za­po­rę prze­ciw­ko ży­wio­ło­wi. Dzię­ki tym dzia­ła­niom dziś mo­że­my po­dzi­wiać nie tyl­ko frag­men­ty mu­rów we­wnętrz­nych z cha­ra­kte­ry­sty­czny­mi przy­po­ra­mi, ale też za­rys ze­wnętrz­ne­go obwo­du z szy­ją bram­ną oraz szcząt­ki bu­dyn­ków miesz­kal­nych , któ­rych układ wnętrz wciąż zdra­dza daw­ne po­dzia­ły. Wśród tych ru­in szcze­gól­nie wy­róż­nia się wie­ża – choć nie się­ga już śre­dnio­wiecz­nych wy­so­ko­ści, wciąż dum­nie gó­ru­je nad ca­ło­ścią, przy­po­mi­na­jąc, że na­wet po­zba­wio­na świet­no­ści wa­ro­wnia po­tra­fi za­cho­wać swój cha­ra­kter i si­łę.

ŚREDNIOWIECZNA WIEŻA W WERSJI „PO PRZEJŚCIACH” – NISKA i NIECO WYŁYSIAŁA Z CEGIEŁ, ALE WCIĄŻ MA COŚ DO POWIEDZENIA

Od rekonstrukcji zam­ko­wych ru­in mi­nę­ły już po­nad trzy de­ka­dy, co nie­ste­ty wi­dać po licz­nych ubyt­kach w mu­rach oraz ster­tach gru­zu — nie­uni­knio­nej ce­nie upły­wu cza­su i nie­do­sta­te­cznej opie­ki. Ubyt­ki w mu­rach i zwa­ły gru­zu to tyl­ko wierz­cho­łek za­nie­dba­nia – praw­dzi­wym cio­sem dla ru­in jest brak go­spo­da­rza, któ­ry ze­chciał­by po­pro­wa­dzić je ku choć­by odro­bi­nie god­no­ści. Za­mek du­si się w gą­szczu sa­mo­sie­jek i ster­tach śmie­ci , zwłasz­cza w piw­ni­cach, któ­re za­miast być świad­ka­mi hi­sto­rii, za­mie­ni­ły się w cuch­ną­ce no­ry dla tych, któ­rzy trak­tu­ją za­mek jak śmiet­nik, a prze­szłość – jak coś, co moż­na roz­de­ptać bez kon­se­kwen­cji. Spa­cer po dzie­dziń­cu wciąż mo­że się od­być bez więk­szych prze­szkód, lecz eks­plo­ra­cja mu­rów to gra na kra­wę­dzi – nie­rów­no­ści te­re­nu i wy­sta­ją­ce z be­to­nu że­la­zne cier­nie ła­two spro­wa­dzą nie­ostroż­ne­go na zie­mię – bo­le­śnie i bez ostrze­że­nia.

DAWNE ZAMKOWE PIWNICE – TERAZ WIĘCEJ TU WSTYDU NIŻ WSPOMNIEŃ

Od 2017 roku wła­ści­cie­lem zam­ku jest Gmi­na Bo­bro­wni­ki – nie­ste­ty, ta od­po­wie­dzial­ność wciąż nie prze­kła­da się na re­al­ne dzia­ła­nia. Je­śli za­mek ma prze­stać być tyl­ko ci­chym świad­kiem za­nie­dbań, po­trze­bni są ci, któ­rzy we­zmą go w swo­je rę­ce z de­ter­mi­na­cją, a nie tyl­ko z for­mal­nym obo­wią­zkiem.

Wstęp wol­ny – tu­taj nie mu­sisz ku­po­wać bi­le­tu, ani py­tać o zgo­dę. Za­mek stoi otwo­rem dla każ­de­go, kto chce za­nu­rzyć się w je­go hi­sto­rii.
Bobrowniki to je­den z tych zam­ków, któ­re moż­na śmia­ło zwie­dzać w to­wa­rzy­stwie psa – bez zmar­twień i ogra­ni­czeń, na spo­koj­ny spa­cer z hi­sto­rią w tle.
Strefa cza­so­wo re­zer­wo­wa­na – czy­li miej­sce, gdzie moż­na la­tać dro­nem, ale tyl­ko wte­dy, gdy po­zwa­la na to po­ra dnia i prze­pi­sy. W skró­cie: la­tać moż­na, ale nie za­wsze.

DLA TYCH, CO CHCĄ ZWIEDZAĆ, ALE BROŃ BOŻE – Z BUTA

DOJAZD


Bobrowniki znajdują się oko­ło 17 ki­lo­me­trów na pół­noc od Wło­cła­wka, po prze­ciw­nej stro­nie Wi­sły. Je­śli ru­szasz z te­go mia­sta, po prze­pra­wie przez rze­kę skręć w uli­cę Grodz­ką, a po oko­ło pół­to­ra ki­lo­me­tra zjedź ła­go­dnie w pra­wo w uli­cę Wi­to­szyń­ską. W No­wym Wi­to­szy­nie trze­ba od­bić w le­wo, kie­ru­jąc się na Win­du­gę i Rach­ci­nek, a po­tem już tyl­ko pro­sto do Bo­bro­wnik. Gdy już do­trzesz nad rze­kę, spójrz na za­chód od Ryn­ku – tam, gdzie wzdłuż uli­cy Ko­ściel­nej pro­wa­dzą­cej w stro­nę Czer­ni­ko­wa, koń­czy się asfalt i za­czy­na się przy­go­da wzdłuż nie­utwar­dzo­nej uli­cy Zam­ko­wej, któ­ra do­pro­wa­dzi Cię pro­sto do ru­in.

Samochód par­ku­je­my na pla­cu w po­bli­żu bra­my….
... a ro­wer? Ro­we­rem moż­na na­wet za­je­chać na dzie­dzi­niec – ide­al­ne dla tych, któ­rzy lub­ią po­czuć za­mek pod ko­ła­mi.

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. T. Graff: Ko­ściół w Pol­sce wo­bec kon­fli­ktu z za­ko­nem krzy­ża­ckim..., , Księ­gar­nia Aka­de­mi­cka 2010
  2. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Lek­sy­kon zam­ków w Pol­sce, Stu­dio Ar­ta 2009
  3. M. Krysiński, M. Tro­cho­no­wicz: Za­mek w Bo­bro­wni­kach - pro­ble­ma­ty­ka tech­ni­czna..., 2013
  4. S. Szybkowski: Eli­ta zie­mi do­brzyń­skiej na prze­ło­mie XIV i XV wie­ku..., Śre­dnio­wie­cze Pol­skie... 3 (7) 2011
  5. A. Wagner: Mu­ro­wa­ne bu­do­wle obron­ne w Pol­sce X-XVIIw., Bel­lo­na 2019